BIULETYN | BLOG | LINKI

Zwierzęta nie do oddania - 2006

060126






Nasza suczka nazywa sie Dziunia i opisanie jej trwałoby zbyt długo, gdyż jest wyjątkowa i bardzo przez nas kochana - do tego stopnia, że istnieje tylko jedna rzecz, której zabraniamy jej robić (kopania na działce i wyciągania spod ziemi myszy). Zresztą w naszym domu zawsze byly psy i nigdy żaden nie był do oddania, bo jak można oddać KOGOŚ ?!




051223






Witam. Mam takie zwierze NIE DO ODDANIA. To piękna, ruda sunia Tekla, ktorą kochamy nad życie. Tęsknimy za nią już jak wychodzimy do pracy (ale niestety do roboty trzeba chodzić...). Dlaczego one nie jest do oddania - bo NIE MOŻNA ODDAĆ NAJWSPANIALSZEGO PRZYJACIELA.
TEKLA jest członkiem naszej rodziny, zawsze może na nas liczyć. Pod choinką, jak dla każdego domownika, jest dla Tekli prezent, na urodziny dostaje dużą kość i składamy jej życzenia "spełnienia wszystkich marzeń"., Jest przecudownym, najukochańszym stworzeniem na świecie. Oczywiście czasami narozrabia, ale kto jest doskonały :)
Życzę wszystkim takiego przyjaciela:))
Maia



060111






Witam. Na stronie Psiego Anioła znalazłam siebie. Trafiłam do adopcji w 2004 roku, mam na imię Aura i jestem pod numerem 176. Dziś już czuję się dobrze, choć moje problemy zdrowotne nadal mi doskwierają. A moi Państwo starają się dbać o mnie jak tylko potrafią najlepiej. Czasem mi to nie odpowiada jak odmawiają mi czekolady i słodyczy (tylko i wyłącznie dla mojego dobra), bo jestem wielkim łasuchem ;)
Dziś nie chcę wracać już do wspomnień jakie przeszłam, wyleguję się na kanapie czekając na mojego ukochanego pana, którego muszę po pracy przywitać, z panią robię codzienne zakupy, bardzo lubię podróże samochodem, spacery po lesie. Choć nie jestem już młoda szczęście się do mnie uśmiechnęło :)
Aura



051223








Witam. Wiosną 2004 roku wzięłam z Azylu Cyryla – owczarka niemieckiego. I przywiozłam na Opolszczyznę. Kiedy przyjechałam z nim do domu, bał się wszystkich i wszystkiego. Bał się nawet ręki która go głaskała i wchodzić do domu. Nie wychodził poza obszar podwórka, nawet jeśli brama była otwarta. Był tak chudy i wiecznie głodny, że na miskę z jedzeniem dosłownie się rzucał w trakcie nakładania. Teraz dzieli się jedzeniem z koleżankami, które do niego przychodzą, bo stał się najładniejszym psem na wsi. Jest najszczęśliwszy kiedy bierze się smycz w rękę, bo to oznacza spacer po lasach i łąkach. Pilnuje terenu, jakby się tam urodził i wie co wolno a co nie – chociaż nigdy tego nie był przez nas uczony. Nadal jednak udaje, że nie widzi rzucanego mu do aportu kijka, nie chce spać w domu, a jedynie w ganku i ciągle mało mu towarzystwa. Cieszy się kiedy przyjeżdżają goście i głośno wyraża swój protest jak odjeżdżają. Zamęcza wszystkich potrzebą bycia głaskanym, śmiejemy się, że ewentualnego złodzieja zamęczy swoim towarzystwem i potrzebą adoracji. Cyryl jest po prostu kochany i oczkiem w głowie mojej mamy.
Donata Wancel, Kluczbork