BIULETYN | BLOG | LINKI

Zwierzęta nie do oddania 2005

051126






Mój najukochańszy piesek wabi się Sproket. Imię wzięło się od starej wieczorynki ,,Fraglesy" :-) Za nic bym go nie oddała! Jest kochaną psiną i umie wykonać wiele komend takich jak: siad. leżeć, łapa, zdechł pies a także uczę go skakać przez obręcz. Nie zapisywałam go na żadne specjalne szkolenia. To wszystko zawdzięcza mojej rodzince. Sprokcio jest mieszańcem wilczura. Jest cały czarny i ma białą łatkę na szyi. Bardzo go kocham i odnoszę wrażenie że on mnie też. Baśka



051126








Dzień dobry. W sierpniu zaadoptowałam małą sunię Myszkę (nr 385). Miałam z nią trochę problemów, ponieważ wyła i strasznie płakała gdy zostawała sama w domu. Była z Pań strony ogromna pomoc, a mianowicie skontaktowana zostałam ze wspaniałą dziewczyną - "panią doktor", która nam pomogła. - To tyle wstępu.
Pragnę napisać co teraz jest..
Otóż Myszka - obecnie nazwaliśmy ją Tosia, jest najwspanialszym i najukochańszym psem. Jest rozpieszczana do kresu wytrzymałości, jej oczy mówią o wielkiej miłości do wszystkich domowników. Nie zawsze jest posłuszna, znamy ją na wskroś - (przynajmniej tak nam się wydaje), wiemy, że nie lubi rowerzystów, dzieci uczących się chodzić. Nie cierpi kotów, a dla gołębi miejsce jest w powietrzu. Rozrabia czasami, gdy zostaje w domu, no, ale przeżyliśmy tyle to i więcej też przeżyjemy. Przypuszczamy, że żyła w domu, gdzie była dziewczynka w wieku 6-10 lat, ponieważ z wielką radością wita takie dziewczynki. Biedna ta nasza Tosia, w jej psim sercu jeszcze jest nadzieja, że odnajdzie swoich byłych właścicieli. Ta mała psina wszystkim nam daje tyle szczęścia i radości, że aż się z radością wraca do domu. Adopcja jej była przemyślana i Tosia była chciana i oczekiwana w naszym domu.
Z wielką satysfakcją chcę Obie Panie - Panią Agnieszkę i Ewę powiadomić, że Wasza podopieczna wraca do "psów żywych". Poprawiła się na ciele, a najważniejsze, że jej psychika się normalizuje. Ma swoje zabawki, swoje spacery i wyjazdy na wieś w weekendy i swoją rodzinę. I tak już zostanie.
Pozdrawiam bardzo serdecznie Obie Panie.



Hej, pamiętacie mnie? To ja Tina [teraz już ciut starsza, ale nadal kochana i rozpieszczana, więc szczęśliwa :)]. Od moich ostatnich odwiedzin tutaj, sporo się u Nas zmieniło - teraz mam koleżankę. Nazywa się Wika [vel Ruda lub Kurdupel]. Ma jakieś 11 lat i mieszka z nami od roku. Dogadałyśmy się świetnie [chociaż dwie sunie teoretycznie powinny się raczej kłócić :) ]. Teraz razem pilnujemy domu [a przynajmniej takie staramy się robić wrażenie], wyłudzamy przysmaki [dużo przysmaków :D] i chodzimy na spacery [oczywiście na smyczy, ale i tak każda w swoją stronę i w swoim tempie, co trochę złości naszą Panią ;)]. Jedno jest pewne - ani mnie, ani Wiki nigdy nie oddadzą!!!
Pozdrawiam

051118 Cześć nazywam się Hossa - teraz mam ponad 6 m-cy. Moja rodzina wzięła mnie ze szpitala, który współpracuje z fundacją Azylu pod psim Aniołem. Byłam ciężko chora, ale miłość mojej rodziny sprawiła że rosnę z dnia na dzień i czuje się już 100% zdrowa. Mam wspaniałych opiekunów, którzy bardzo mnie kochają, dają dużo jeść i chodzą na długie spacery, żebym mogła się wybiegać - bo ja bardzo lubię biegać i jeszcze trochę psocę w domu - ale wiem że nikt się na mnie nie gniewa z tego powodu - bo każdy mały psiak trochę psoci- nawet moja Pani przekonała Pana i śpię z nimi w łóżeczku;-) ale swoje posłanie też mam i pilnuje mieszkanka leżąc w nim jak wszyscy domownicy chodzą do pracy. A potem witam ich jak już wrócą i daję im ogromne buziaki- bo zawsze za nimi tęsknię...Bardzo ich kocham i Wiem że oni tez mnie bardzo kochają i nigdy mnie nigdzie nie oddadzą...zawsze już będziemy razem - bo jesteśmy rodziną.
Ps. Kiedyś mnie nazywano MILKA.



051114





Mój pies ma na imię Gero. Nie ma jeszcze roku choć już się zbliżę. Jest rasy owczarek kaukaski. Geruś jest moim psem od kiedy miał 2 miesiące siedział już w moim łóżku. Nigdy go nie oddam, pies ma do mnie zaufanie i skoczyłby w ogień by mnie ratować. Pewnego razu gdy szłam z nim, to jeden pies chciała mnie ugryźć z nie wiadomo z jakiego powodu. Mój Geruś szczekać zaczął i warczeć aż nieprzyjaciel zrezygnował. Byłam i jestem z niego dumna dlatego go nie oddam za żadne skarby.



051013 Moja siostra znalazła ją w 25 stopniowym mrozie przed stacją metra w Moskwie w 1990 roku. Miała niecały rok. Ostatkiem sił szła za Gosią i doszła do naszego mieszkania. Kiedy otworzyłam drzwi i zobaczyłam Gosi wielkie oczy i zapytałam „co, kot?” a ona na to „nie, pies”. Zuza nie jadła, trochę piła i przez ponad trzy dni tylko leżała przy kaloryferze. Czasem nachylaliśmy się sprawdzić czy oddycha. Po kąpieli okazało się, że nie jest burą suczką, ale rudo-białą. Przez ponad pół roku nie wydała z siebie głosu i chowała się jak przychodzili goście. Przez kilka tygodni od znalezienia walczyła ze sobą czy zostać z nami, czy uciec przy nadarzającej się okazji na spacerze. Raz mi uciekła, ale po dwóch dniach wróciła.
Spędziła z nami 15 lat. Była szczęśliwa w małym mieszkaniu, potem trochę większym i na koniec w domu z ogrodem. Nie znosiła panów w mundurach i jak przychodzili goście to tak szczekała, że trzeba ją było zamykać w pokoju. Nawet raz ugryzła listonosza.
Ale nam dała by się pokroić. Była tak żywotnym psem, że nawet weterynarze się dziwili. Przeszła przez kilka zabiegów i operacji. Raz nawet dopadła ją staffordzica sąsiadów i na naszych oczach szarpała. Ale i z tego wyszła.
Zuzię musieliśmy uśpić w maju tego roku. Białaczka zaatakowała niespodziewanie i bardzo szybko. Pies gasł w oczach. Nie mogliśmy patrzeć jak się męczy. Teraz brakuje nam tych ujadań i dokuczliwych szczeków, a przede wszystkim miłości i lojalności jaką naszą rodzinę darzyła. Może to zabrzmi naiwnie, ale myślimy, że przez nieszczęścia i tułaczkę z jakich ją wybawiliśmy, nie byłaby już szczęśliwa w innym domu.
Nie oddałabym jej nigdy w życiu (chociaż nikt nie proponował...w końcu na kundelki nie ma popytu...:)
Ola



051001
Moja sunia, czarna jamniczka - Żamyczka była nie do oddania. Kochałam ją z całego serca. Niestety zabrało mi ją 30 lipca b.r. Niebo. Miała 13 lat i tydzień. Po 9-dniowej chorobie zmarła na stole operacyjnym od narkozy. Pozostały wspomnienia, wiersze, fotografie i ogromna tęsknota, której niczym nie można zapełnić. W tej udręce otrzymałam od ludzi koteczkę. Z początku nie lubiłam jej i myślałam o oddaniu komuś innemu. Drażniło mnie to, że ona jest, a mojej suni nie ma. Jakoś to sobie wreszcie przetłumaczyłam i teraz moja kotka Matylda jest też nie do oddania.
Gorąco pozdrawiam. Józefa Drozdowska

Cień Przyjaciela
Pamięci suczki Żamyczki

Cień Przyjaciela
od lipy do grabu do klonu
Ni dotknąć go ni dokładnie zauważyć
szczek zagłusza parkowy paw czy perliczka
Koję ranę odległości
myślami Edyty Stein
A ból się wzmaga
a bólu nie uleczy tak naraz
chociażby i największy dar
Daleko od miejsc naszych
wspólnych spacerów i zabaw
siedzę jakby wysłana na sąd
bez jakiegokolwiek obrońcy
Częstochowa, 22.08.05 r., po śmierci Żamyczki, Józefa Drozdowska

050929
Mam teraz wspaniałego pieska o imieniu Jenny. Pojawiła się u mnie po stracie mojego innego czworonożnego przyjaciela który był nim 14 wspaniałych lat, choć od tej chwili minął już rok, nie zapomnę tego szczególnego charakteru. Wracając do Jenny, pojawiła się u mnie w tydzień po stracie Dżekiego... dlaczego tak szybko? bo nie mogłam żyć sama, czułam tak ogromną pustkę kiedy nikt mnie nie witał przy drzwiach, kiedy nie miałam komu porzucać piłeczki, nie słyszałam piszczenia zabawek, nie miałam z kim iść na spacer, podać smakołyku na poprawę humoru, nie miał mnie kto pocieszać w trudnych chwilach...

Zastanawiałam się co zrobić, mogłam kupić rasowego psa...lub jechać do azylu w moim mieście. Zdecydowałam że wybiorę azyl...skoro Dżekuś zrobił komuś miejsce wykorzystajmy je tak jak on by tego chciał, czyli tak by dać komuś domek jaki on miał. Pewnego sierpniowego dnia dokładnie 16.08.2004 pojechałam do azylu patrzyłam na te wszystkie pieski w boksach i chciałam zabrać je wszystkie ze sobą, niestety z racji na ograniczone miejsce mogłam wziąć tylko jednego pieska, w pewnym momencie spacerując koło klatek ... zauważyłam szczególnego pieska, który zamiast skakać przy siatce szczekając, oddalił się usiadł w drugim końcu boksu (jak królowa na tronie) popatrzył dostojnie w około, i wtedy wiedziałam to piesek dla mnie !!!

Została przyprowadzona do mnie, początkowo strasznie nie ufna bała się każdego szmeru w domu z czasem się przyzwyczajała coraz bardziej. Teraz po roku czuje się jak by tutaj była od zawsze jest żywiołowa, szalona, jest wielkim pieszczoszkiem, bardzo lubi moje łóżeczko ( w którym pozwalam jej sypiać bo lubię się w nocy do niej przytulić :) ) lubię kiedy patrzy na mnie swoimi pięknymi oczkami mówiącymi "daj no coś dobrego" potrafi pokazać gdy czegoś chce, potrafi mnie obudzić w środku nocy gdy czuje że musi wyjść na pole z racji złego samopoczucia, wspaniale pilnuje domku, ma bardzo fajny szczek troszkę zachrypnięty (prawie jak Wiśniewski :D ) który usłyszałam po raz pierwszy po prawie 3 miesiącach.

O jej zaletach mogłabym pisać jeszcze długo tylko obawiam się ,że tak długiej wypowiedzi nikt nie przeczyta ;) Jednym zdaniem, piesek marzeń :) Kochany domownik który wie co mu wolno. Pozdrawiam Wszystkich którzy kochają swoich pupili miłością na którą te zwierzaki naprawdę zasługują!
Dorota i siedząca na kolanach Jenny.



050629 Hejka! Piszę do Was,ponieważ chcę aby moje zwierzątka wiedziały jak ważne są dla mnie. Nie robię tego dla siebie lecz dla nich. Bardzo je kocham i nie wiem jak mogłabym żyć bez nich, pewnie bym nie mogła. Mam psa-Misia, który ma już 10 latek ale wcale nie wygląda na takiego staruszka (lukajcie na zdjęcie jest ono aktualne => z czerwca br.), mam też dwa koty Kajtka i Kropka. Kajtuch ma teraz 2 latka, a Kropka 3. Są one największymi pupilami jakie można spotkać wśród kotów. Są rodzeństwem ale mają odmienne charakterki;)

A teraz krótka historia życia Misia:

Jego matką była Aza. Urodził się na wsi 25 listopada 1994 r. u mojej babci. Ja miałam wtedy dopiero 3 lata. Zbliżały się Święta, a ja jako małe dziecko bardzo pragnęłam psa. Mama zawsze myślała, że chodzi mi tylko o maskotkę psa. Pewnego listopadowego dnia wyznałam, ze chcę żywego psa pod choinkę. Mama miała dużo do myślenia, ale szczęśliwie los chciał, bo u babci narodził się mały piesek, który trafił do naszego domu. Dziadek twierdził, że marne ma szanse, bo był jedynym dzieckiem Azy. Był malutki i słaby. Ale przeżył i jest z nami do dziś. Miał jeszcze kilka niemiłych przygód zdrowotnych między innymi w maju 3 lata temu.Lekarze wyczuwając guza byli przekonani o nowotworze.Nie widzieli już szans na przeżycie.Jedynie operacja mogła być wytłumaczeniem i rozwiązaniem wszystkiego.Ale występowało też ryzyko,że po rozcięciu w przypadku raka od razu umrze.Wszyscy z łzami w oczach oczekiwaliśmy na diagnozę od lekarza.Byliśmy przygotowani na wszystko.Ja z siostrą nie mogłyśmy wytrzymać tak bardzo było nam smutno kiedy tata przybiegł do nas radośnie i powiedział:Będzie żyć!!Wytłumaczył o co chodzi i okazało się, że Misiu połknął kamienia...Kilka tygodni wystarczyło, aby Misiek doszedł do zdrowia.Teraz nie daje po sobie poznać, ze kiedyś był już operowany.A cała rodzina cieszy się, że szczęśliwie powrócił do zdrowia.Kajtek i Kropek pochodzą od dzikiej kotki Megan, która przybłąkała się do mojej babci.Wyglądała na zadbaną i bystrą kotkę.Pierwszy urodził się Kropek 22 kwietnia 2002r. Obecnie jest już dojrzałym i odpowiedzialnym kotem.Prowadzi tryb samotnika, która wciąż błąka się po swoich drogach.Lubi pieszczoty ale bez przesady.Nie przepada za noszeniem go na rękach.Woli leżeć spokojnie na kolanach u właściciela.Jest bardzo mądry.Kiedy przywiąże się mocno do człowieka może nawet słuchać i wypełniać polecania tj.siad czy leżeć albo nawet podejdź tu czy wskocz.Ale raczej Kropek potwierdza powiedzenie, że koty chodzą swoimi ścieżkami.

Drugim dzieckiem Megan jest Kajtek, który narodził się rok później 27 kwietnia 2003r.Niby są rodzeństwem ale jest to całkowite przeciwieństwo Kropka.Uwielbia się bawić,tulić,leżeć na kolanach.Po prostu jest tak łagodny, że pozwala ze sobą robić wszystko oprócz oczywiście sprawiania bólu.Jest baaardzo rozpieszczony, ale też jest to lojalny towarzysz, który nigdy nie zawiedzie.Nie lubi wychodzić z domu, jedynie kiedy musi.Uwielbia kiedy głaszcze się go za uszkiem i po brzuszku.Potrafi spać jak małe dziecko i jeść za dwóch:P W sumie to on chyba jeszcze nie dorósł do takiego prawdziwego kociego życia, ale jeszcze ma czas;)No to chyba by było na tyle.Może dodam coś jeszcze o sobie:) Mam na imię Asia i mam 14 lat jeśli chcecie się ze mną skontaktować to wysyłajcie e-mail na adres: Aisha1411@wp.pl lub mój nr.gg:8421988 Chcę jeszcze dodać, że podziwiam ludzi, którzy są silni i pomagają zwierzętom niestety takich jest bardzo mało w Polsce i na świecie.Chciałabym bardzo pomóc, bo kocham zwierzęta, ale szczerze to za bardzo nie wiem w jaki sposób..W mojej miejscowości razem z innymi przyjaciółmi jesteśmy znani z pomagania zwierzętom, ale nikt nie wspiera naszej akcji i nasza działalność niestety zanika tym bardziej że nie jesteśmy pełnoletni.A niektórzy ludzie, którzy kochają zwierzęta nie wierzą nam w nasze zaangażowanie i odtrącają...Chociaż Wy jesteście bardziej wyrozumiali.Może podpowiedzcie nam jak można przekonać do siebie tych ludzi??Bardzo nam na tym zależy, bo dopiero kiedy będziemy pełnoletni możemy założyć jakąś lepszą spółkę.
@ish@



13 lat temu zjawiła się u nas w domu mała, czarna, chudziutka i wystraszona - przywiozła ją nam opiekunka schroniska z Falenicy.
Pierwsze spojrzenie wystarczyło aby stała się członkiem naszej rodziny - nie zwykłym psem ale przyjacielem. Rosła razem ze mną, wszędzie towarzyszyła - wyjeżdżała na wakacje. Miała na imię Kama. Miała bo odeszła od nas w grudniu po ciężkiej chorobie. Drugiej takiej suni nie ma na świecie- tak wiernego przyjaciela bardzo trudno jest znaleźć- żal jaki został w sercu po jej odejściu jest nie do opisania- Była nie do oddania-bo jak można oddać kogoś kogo po prostu wszyscy kochali.
Wierna, łagodna -zawsze pogodna, kochająca dzieci i ludzi. Zawsze będzie w naszych sercach. Lada dzień znowu odwiedzimy to samo schronisko - aby znaleźć przyjaciela.
Adriana Lipowska



050913





Nastja z całą pewnością jest psem nie do oddania! Kocham ja i wiem, że ta miłość jest odwzajemniana po tysiąckroć każdego dnia...
W sierpniu minął rok, od momentu, gdy przywiozłam Nastusię z Azylu pod Psim Aniołem. Tylko rok, a wydaje się, że jest ze mną od zawsze. Pomimo swojej, zapewne burzliwej, historii, jest spokojnym, wesołym, radosnym i niezwykle oddanym psiaczkiem. Uwielbia bawić się na trawie, aportować, biegać. Kocha przestrzeń, wodę, ruch. Jest wspaniałą towarzyszką dnia codziennego i wypraw w różne nowe miejsca. W samochodzie smacznie śpi, w nowym towarzystwie przyjaźnie macha ogonkiem (i całym "tyłem") do wszystkich ludzi i bez żadnych oporów daje się drapać za uszkiem. A jej bezgranicznie oddany wyraz mordki, ufne oczy i piękny "uśmiech" potrafią rozbroić nawet osoby nie do końca przekonane do przedstawicieli dużych psich ras! Jest członkiem mojej rodziny i nigdy, przenigdy nie oddam jej nikomu!



050719






Mam na imię Hossa. Ma teraz prawie 4 miesiące. 3 tygodnie temu zostałam adoptowana z Azylu pod Psim Aniołem przez rodzinę z Ursynowa. Byłam bardzo chora a mimo to mnie pokochali - i teraz jestem już całkiem zdrowa i bardzo szczęśliwa - niedługo zacznę wychodzić na długie spacery, bo na razie jestem po sczepieniach - czekam na pierwszą wyprawę na działeczkę bo tam jest dużo miejsca do biegania i psocenia. Niedługo też poznam moich "przyszywanych" braci Kubę i Małego, którzy też są nie do oddania. To na razie tyle, napiszę coś więcej jak poznam świat na zewnątrz. A na pewno to zrobię, bo mam rodzinę którą kocham i ona mnie też. Hossa



050707






Wystarczy spojrzeć na to zdjęcie, żeby zrozumieć, czemu Gabi nie jest do oddania. Jak mogłabym oddać całą radość którą odczuwam dzięki niej? Jak mogłabym oddać ten kłębek futra, ten różowy nos, wielkie ślepia? Te fochy kiedy coś jej nie pasuje, demonstracyjne odwracanie się tyłem, gryzienie i drapanie kiedy jest zła? To że staje nade mną rano i jęczy, bo uznała że przyszła pora śniadania? To, że zajmuje dużą część mojego łóżka wypychając mnie poza? Tak, wstrętne z niej kocisko, ale kocham ja najbardziej na świecie:)



050525

Witam, wczoraj wieczorem zastanawiałam się z Mamą na kogo będziemy głosować w jesiennych wyborach prezydenckich. Wyboru ostatecznego nie dokonałyśmy, ale doszłyśmy do konkluzji, że przeraźliwie boimy się radykałów. Jednak dziś, przeglądając stronkę Azylu, bez wahania oddałabym władzę w ręce radykała jeśliby tylko jego pierwsze działania służyły pomocy Zwierzakom i ich ochronie, a także skutecznemu zapobieganiu bezmyślnemu okrucieństwu, podłości, niewdzięczności, bezduszności i wszystkim skutkom najgorszych ludzkich cech. Tu byłabym zwolenniczką prawa Hammurabiego: oko za oko, ząb za ząb.

Ale tak naprawdę chciałabym podzielić się moją radością i smutkiem. Przedwczoraj musiałam uśpić mojego kochanego ptysia kundelka Kajtka (na zdjęciu), starego, schorowanego i cierpiącego. Natychmiast udałabym się do Azylu, żeby zaadoptować najsmutniejszy pyszczek, ale mam szansę uchronić jednego zwierzaka przed trafieniem do schroniska.
Puszek musi zostać oddany, bo dziecko, któremu przynosi radość nie jest dojrzałe do opieki nad nim i po prostu o nim zapomina. Na szczęście Puszek może liczyć na mamę dziecka, niemniej jednak ta, już wkrótce zupełnie nie będzie miała dla Niego czasu (opieka nad niedołężnymi rodzicami). Dlatego Puszek będzie teraz ze mną z czego bardzo się cieszę!
Ominie go pobyt w schronisku. Łzy zbierają mi się przy każdym zdjęciu Azylowych Zwierzątek, ale Puszek będzie nie do oddania, tak jak nie do oddania był Kajtuś. Puszka już kocham i tęsknię za nim, chodź przyjedzie dopiero za parę dni, wypełni pustkę po Kajtku i pozwoli przelać na siebie cały ogrom Miłości:)

Nie do oddania były też niestety dwie nasze wspólne (moje i przyjaciela) szynszyle: Dzikus (na fotce) i Sanczo, które odeszły bardzo młodo. Choć wszyscy weterynarze bardzo się starali, nikt im nie umiał skutecznie pomóc. Egzotyczne, malutkie i wrażliwe zwierzęta. Opiekujemy się szynszylami (zostały jeszcze dwa), bo tak smutno wyglądają w zoologicznych sklepach. A małą Pestkę, córeczkę Dzikusa i Sancza (to samiczka, była zresztą też córka Dzikusa) wykarmiliśmy mlekiem z pipetki i jest też nie do oddania! I pierwsza nasza szynszyla, która przeżyła jak dotąd wszystkich - Finka. Kochane zwierzaki, które odeszły: Kajtuś, Sanczo, Dzikus i te, które wciąż są, Finka i Pestka, i ten, który wkrótce przybędzie ale już się rozgościł w sercu Puszek Bazyli, to stworzenia nie do oddania tylko do kochania! Pozdrawiam serdecznie i życzę wszystkim zwierzakom ciepła, miłości i domu:)
Gabi H.



050519 Nazywam się Justyna i chce przedstawić Wam moje trzy cudowne psy: siberian husky - Bajke i Jerrego oraz pudelka Szyszke :)
BAIA MARE Samcanka (Bajka) ma 9 lat, jest w świetnej formie, biega w zaprzęgu i ma 1000 pomysłów na minute...
JOURNEY Fortunatus (Jerry - srebrno-biały) to Anioł, nie pies!! Zna masę różnych komend i sztuczek, chodzi przy nodze bez smyczy, jest bardzo inteligentny, pogodny, posłuszny, a w zaprzęgu jest liderem (prowadzi inne psy).
SZYSZKĘ dostałam w prezencie od kolegi, który odkupił ją od bezwzględnego handlarza psami, który szczeniaki trzymał w małym pudełku w bagażniku mercedesa i handlował nimi w Warszawie. Szyszka jest bardzo wesoła i zdaje się nie pamiętać, jak kiedyś była traktowana. Dziś spi ze mną w łóżku, chodzi na długie spacery i jest bardzo szczęśliwa :)
Nie wyobrażam sobie życia bez tych moich trzech pociech :) Dodatkowo, dla urozmaicenia, jeżdżę z psami na zawody i wystawy. Jerry bardzo ładnie prezentuje się na ringu :) Jeśli jesteś miłośnikiem piesków i chcesz ze mną porozmawiać, to pisz!
email: justyna-alutka@wp.pl :) Każdemu odpowiem :)"



050514 Ze wzruszeniem czytam o ludziach, którzy oddają tyle serca psiakom i kotkom skrzywdzonym przez innych ludzi. To oni pozwalają mi jeszcze wierzyć w człowieka. Mnie także żal tych biedaków. Niestety moja pomoc jest znikoma - to okolicznościowe datki i roczny odpis podatkowy. Ale wszystkie moje psy (w dorosłym moim życiu miałam ich kilka), pochodzą ze schroniska.
Nie wybierałam ich wprawdzie, bo nie byłam w stanie chodząc między boksami wybrać jednego, gdy tyle psich oczu woła - weź mnie! Prosiłam więc o takiego, który żle znosi pobyt w schronisku. Po śmierci ukochanej suni, która była z nami kilkanaście lat (po adoptowaniu okazało się, że wymaga leczenia; przez całe swoje dość długie i radosne życie brała leki - a było to 3 lata temu) pojechaliśmy na Paluch. Przyprowadzono "straszydło" ze strąkami długiej sfilcowanej sierści. Po kilku tygodniach "chuchania"i różnych zabiegów pielęgnacyjnych okazało się, że owo straszydło jest przepiękną pudlicą srebrzystą (dość dużą) a w dodatku niezwykle mądrą. Gdy wracałam z pracy witała mnie przynosząc kapcie i była w ogóle przekochana.
Niestety cieszyliśmy się nią zaledwie 8 miesięcy. Od początku niepokoił mnie jej kaszel. Lekarze bagatelizowali, że niby tak każdy pies ze schroniska ma. Dla świętego spokoju zrobiono zdjęcie rtg i...zupełna rozpacz. Nowotwór płuc i to zaawansowany. Leczenie mogło być już tylko paliatywne. Bardzo ją w tym czasie rozpieszczałam. W tym smutku jedyną pociechą było, że w ostatni okres życia czuła naszą troskę i miłość. Umarła na moich kolanach. Następna sunia była także obrazem nędzy i rozpaczy. Prawie łysa, przeraźliwie chuda. Nie wiadomo, jaki byłby jej schroniskowy los, gdyż inne psy odganiały ją od miski... Jednocześnie wzięliśmy kotkę. Pomyślałam sobie, że przesiąknięte tym samym zapachem schroniskowym, z tym samym problem oswajania się z nowym domem, łatwiej zaprzyjaźnią się. Przewidywania były słuszne. Obie są teraz nie tylko piękne ale i kochane. Śpią oczywiście w łóżku (albo na fotelach).

Do tego towarzystwa na początku zimy przybyło jeszcze jedno stworzenie teraz "nie do oddania". Wzruszył mnie kiedyś przeczytany w internecie apel p. Kasi Orzeł - niestrudzonej w odnajdywaniu takich nieszczęsnych stworzeń, którym znajduje nowe domy. Nie wiem jak ona to robi, ale skutek osiąga. Nie planowałam nowego nabytku, chociaż może i bym chciała. Musiałam się jednak liczyć i z mężem, i z sąsiadami... Apel o pomoc nie mogłam pozostać bez reakcji. Postanowiłam, że jak nikt się nie zgłosi, wezmę nieszczęśnika. No i tak domowy zwierzyniec powiększył się... o przewodnika stada! Był nie tylko bardzo wychudzony (kości mało nie przebiły skóry, która też była w kiepskim stanie), ale miał zmiażdżoną przez sidła łapę. Niestety leczenie nie przywróciło pełnej sprawności.

Po "odchuchaniu" okazało się,że "urodą" przypomina naszą sunię. Wyglądają jak rodzeństwo. Najważniejsze jednak, że zwierzęta zaprzyjaźniły się. Piesio niestety sprawia trochę kłopoty, musi więc na spacerach chodzić na smyczy. Długi okres włóczęgi, bieda i samotność negatywnie odbiły sie na jego zachowaniu. Jest jednak też kochany i też ładuje się do łózka - dobrze, że łóżko jest obszerne. Czyż nie są piękne moje zwierzaki "nie do oddania"? Rozpisałam się, ale niech ta opowieść zachęci tych, co chcą kupić psa - niech pomyślą o tych, które rozpaczliwie tęsknią za domem. Schronisko wprawdzie troszczy się o nie, nie może jednak zapewnić tego, co dla nich najważniejsze - własnego "pańcia". Jak one potrafią kochać! Coś wiem na ten temat.
Maria



050424





Mój pies ma na imię Czarli i nigdy przenigdy go nie oddam!!! Nigdy, nawet pomimo jego bardzo trudnego charakteru, tego że bardzo nie ufa obcym, i tego że jest baaardzo uparty! To członek naszej rodziny, dla mnie "brat", dla moich rodziców pewne "syn" :-).

Kilka lat temu poważnie zachorował, zaczęło się od przypadłości dość typowej dla rasy chow-chow - entropium czyli podwinięcie powieki. Nastąpiły komplikacje, Czarucha przechodził zabieg po zabiegu, niewiele później znalazłam u niego na łapie pęcherzyki z jakąś cieczą - wycięto mu kilkunastocentymetrowy pasek skóry. To wszystko kosztowało bardzo dużo pieniędzy, ale dla przyjaciela robi się wszystko prawda? W końcu to mój "brat" :-), wystarczy popatrzeć na jego mordkę, jak śpi. To mój najlepszy kumpel.
PS. Piękna strona, życzę aby więcej piesków nalazło nowy, dobry dom. Może za kilka lat odwiedzę Azyl pod Psim Aniołem w poszukiwaniu przyjaciela. Pozdrawiam!



050423




Dlaczego nigdy nie oddałabym swojego psa? Pytanie jest proste. Zwierzęta które kochają i są kochane będą cierpiały. Także kochający właściciel kochającego psa będzie cierpiał. No bo fakt, bez miłości pies jest rzeczą. I jeżeli między człowiekiem i psem nie ma takiej więzi, to pies nie będzie jego najlepszym przyjacielem.

Między mną i owczarkiem niemieckim Fidelem więź ta jest przeogromna. On przytulałby się cały dzień. Ja nie widzę bez niego świata. Fidel ma rok i ma wiele psich kumpli. Zaprzyjaźnił się też z moim uroczym żółwiem. Ma naprawdę fajny charakterek i okropnie lubi się przytulać i jest bardzo... całuśny. Jego posłuszeństwo nie zna granic. Potrafi też być bardzo absorbujący gdy chcę pobyć ze mną :D



050402
Mam w domu dwa zwierzaki: suczkę MAJKĘ, i szczura Ziutosława. Oba zwierzaki są szczęśliwe, bo zostały znalezione i przygarnięte. Gdy miałam 6 lat suczkę znalazła moja mama niedaleko naszego domu. Była głodna i wynędzniała. Jest z nami 13 lat. Nie widzi, często choruje, ale jest wielką dla nas radością.

Szczurka przygarnęliśmy rok temu w wakacje. Chcieliśmy kupić szczura, bo poprzedni odszedł zachorowawszy na raka. Już prosiliśmy weterynarza by przywiózł nam kolejnego szczura z hodowli, ale pewnego dnia pod domem, dzieci zauważyły biała młodą szczurzyce. Była identyczna jak nasz poprzedni szczur. Dzieci przyniosły ją do nas, myśląc ze to nam uciekł szczur, a my już jej nie oddaliśmy i stworzyliśmy jej dom.
KOCHAMY nasze zwierzaki, i są one na równych prawach domowników naszej rodziny. Wiemy że uratowaliśmy im życie i one to wiedzą, dając nam dużo radości, przywiązania i miłości.



050313









Nasz Trop ma już 10 lat, siwy łepek i wielkie odstające ucho:) uwielbia jeść chleb (który regularnie kradnie z naszej kuchni) i ładować nam się na kolana (pomimo swoich 50 kilo). Tropcio jest najwierniejszym i najukochańszym przyjacielem naszej rodziny. Jest nie do oddania, bo cieszy się zawsze gdy nas widzi, bo tęskni gdy nas nie ma, bo nigdy się nie złości, bo kocha nas bezwarunkowo, nie zważając na żadne nasze wady.
magda




050301

Od czego by tu zacząć hmmm...
Na początek się przedstawię i przedstawię mojego ukochanego pieska (a właściwie suczkę :)). Mam na imię Renata i kocham zwierzaki! Moją suczkę odnalazłam w łódzkim schronisku. Pojechałam zorientować się jak mogłabym pomóc, co jest najbardziej potrzebne w schronisku: czy karma sucha czy lepiej przynieść koc stary czy ręczniki. I wtedy pan pokazał mi Fionkę, była chuda, przestraszona i brudna. Niewiele myśląc (chociaż decyzję pod wpływem chwili nie są najlepsze) powiedziałam że biorę tego pieska. Wsadziłam ją do autka i pojechałyśmy do domu. Myślę, że sam początek naszej znajomości utwierdził mnie w tym, że ten zwierzak będzie najkochańszym przyjacielem do końca życia.
Trochę oczywiście miałyśmy problemów typu załatwienie się na tylnim siedzeniu czy całonocny kaszel przez pierwszą spędzoną noc, ale... Teraz Fionka wygląda przepięknie, cały czas uśmiechnięta (no może nie cały, jak wychodzę do pracy taki ma smutny wzrok wystraszonego jelonka), ale wie, że zawsze jej coś przyniosę smakowitego jak wrócę.
Jednak wiem, że nie wszystkie psy tak dobrze trafiły, dlatego obecnie maluję podkładki pod kubek na ceramice i sprzedaję na aukcjach internetowych a wszystkie pieniążki wrzucam do puszki skarbonki na zakupy żywnościowe lub inne dla psów znajdujących się u was w schronisku. Na razie jest to niewielka kwota ale zawsze to coś, proszę o napisanie co najbardziej jest potrzebne czy jedzonko (kasza, ryż, makaron) czy lepiej jakieś ręczniki i koce!
Pozdrawiam, Renata



Witam. Przeczytałam w gazecie raport o Waszym schronisku i zaczęłam płakać. Tą gazetę nigdy nie wywalę i będę ją trzymać. Ja nie mam psa bo nie mogę mieć. Bardzo pragnę go mieć, ale nie mogę. Wchodzę na strony internetowe w internecie o psach i zawsze płaczę.
Chciałam zostać wolontariuszką, rodzice mi pozwolili, uprzedzają mnie że to dużo pracy, ale ja chce pomóc tym zwierzętom, które zostały porzucone, a więc w wakacje zadzwonię do jakiegoś schroniska w pobliżu mojej miejscowości i może moje marzenie o posiadaniu własnego psa się spełni, bo bym się opiekowała setkami psów.
Ja jakbym miała psa/zwierzątko to bym go nie oddała ponieważ:
a) Wszyscy ludzie, którzy nie porzucają zwierząt mają ogromne serce.
b) Zwierzęta się przyzwyczajają do ludzi.
c) Kochamy ich.
d) Są szczęśliwe, radosne.
e) Przywiązują się do Ludzi.
Pozdrawiam całe schronisko!
Aneta K.



050212


Maxa bardzo kochamy, jest strasznym łobuzem, dokazuje nam non-stop. W wieku dwóch miesięcy potrafił na znak ręki siadać i leżeć. W obecnym czasie skończył 1,5 roku, sama wyszkoliłam go na posłuszeństwo, więc nie ma z nim żadnych problemów, jest bardzo zdyscyplinowany, kocha nasze dzieci i zabawy z nimi. Po prostu jest naszym przyjacielem i dlatego go nigdy nie oddamy.

 



Żałuję, że nie możecie zobaczyć mojej Kochanej psiuni, bo nie mam jak umieścić jej zdjęcia. Pytacie czemu bym jej nie oddał? Odpowiedz jest prosta! Po prostu ona jest moja, niepowtarzalna i jedyna w swoim rodzaju. Mam ją od 10 lat dostałem ją w dzień dziecka (jest znaleziona). Jak sobie przypomnę te wszystkie wygłupy, zabawy, spacery i witanie w domu to aż mi łzy same lecą. Niestety, prawda jest taka, że we wtorek (najprawdopodobniej) idzie do uśpienia (i znowu płaczę jak bóbr) bo ma niewydolność nerek, aż mi serce pęka z żalu, ale jestem jej wdzięczny za ten czas co była ze mną i tylko pozostaje mi wszystkim życzyć tak wiernej i oddanej psiuni jaką ja miałem. Zastanawiać się będę nad nową suczką, ale nie wiem czy będzie miała nawyki takie jak moja Tina np: uciekanie przed odkurzaczem, rozpychanie się na fotelu, albo jak leżała na łóżku i ktoś kładł się koło niej, to mruczała pod nosem i przechodziła gdzie indziej. A ten jej głęboki wzrok w osobę, która coś jadła - ona umiała "żebrzeć" zawsze coś się jej dało. A jaka mądra - do żadnego sklepu w ogóle nie wchodziła, ale niestety... czas robi swoje, choć to niesprawiedliwe że w taki sposób ma zakończyć życie. Pozdrawiam wszystkich czytających.
Ps: TINKA KOCHAM CIĘ I DZIĘKUJĘ!



050118 Mój kochany pies jest absolutnie nie do oddania, nawet na kilka dni pod opiekę najbliższym. Odkąd Aksel pojawił się w naszym domu zrezygnowaliśmy z wakacji za granicą - nie będzie przecież latał samolotem jak jakiś bagaż!!! Zjeździł z nami polskie góry, Mazury, był też nad morzem. Zjawił się w naszym domu 3 lata temu, a ja uważam, że był i będzie zawsze, bo nigdy się z nim nie rozstanę dopóki śmierć nas nie rozłączy. Chciałbym przekazać Pani Agnieszce wiadomość od czarnej koteczki, którą wzięliśmy po Świętach Bożego Narodzenia. Kicia miewa się dobrze, uwielbia spać na kolanach, cały czas mruczy, zaprzyjaźniła się ze swoim współmieszkańcem - psem Colie, choć od miski wygania go, bijąc po pysku. Mój Aksel nie dał sobie wejść na głowę i o dziwo zaakceptowała jego "wyższość" i polubili się, mimo że spotykaj się tylko w weekendy. Nie mam zdjęcia Kotki, ale przesyłam moje psiaki - a jej kolegów.
Pozdrawiam,

Agnieszka