BIULETYN | BLOG | LINKI

Zwierzęta nie do oddania 2004



Mam wspaniałego psa o imieniu Leda. Ona jest wyjątkowa. Ma 8 lat, a od 4 lat nie chodzi. Jest to skutek wylewu i paraliżu (Ledka ma jedną stronę częściowo sparaliżowaną). Ale dzięki woli życia przeżyła, choć weterynarz nie dawał jej szans. Teraz jest rozkosznym, rozpieszczonym i trochę rozkapryszonym psiakiem (o wadze ok. 50 kg !). Ale wszelkie wysiłki i zabiegi przy niej rekompensuje jej słodka mordka i radość, którą okazuje wszystkim, zarówno domownikom jak i obcym. Gdy spojrzy tymi swoimi troche smutnymi oczami to człowiek chciałby jej nieba przychylić ... Chociaż potrafi też "dać w kość". A i tak w domu niepodzielnie rządzi 14-letnia kotka o imieniu Kruszynka. Potrafiła podporządkować sobie psa (wyjada kąski z jego miski zachowując kamienny spokój, pomimo gniewnych pomruków Ledki, doskonale wiedząc, że to tylko pozory), ale podczas choroby Ledki siedziala przy niej godzinami. Nie wyobrazam sobie życia bez nich, są jego częscia i nie oddała bym ich za nic w swiecie !!!.
Kasia



Kiedy przyjechaliśmy do Psiego Azylu, Piotr nawet nie przypuszczał, że dosłownie padnie na kolana na widok tych troszkę smutnych,wielkich oczu. Znajomi śmieją się, że chcemy zbudować dom tylko po to, aby Toffi mogła mieć ogródek. Tofii jest nie tylko nie do oddania, ale też po to, by ją uszczęśliwić. Zgrubienia na żebrach i kulenie się przed ręką obcego, to trudne do wymazania ślady głodu i poniewierki, które ją spotkały w przeszłości, zanim trafiła do Azylu. Dzisiaj jest 3 letnim, słodkim pieskiem o miękkim futrze, uwielbiającym drzemać w słońcu. Kochamy ją za to, że:
1. Choć sama jest nieszczekliwa (jakoś rozumie, że mieszkanie w bloku wyklucza tą przyjemność), nauczyła bronić domu psa moich rodziców i zawsze alarmuje, gdy ktoś obcy kręci się po klatce.
2. "Gada" z nami za pomocą ziewania, kichania i przeciągania się. Jeśli czegoś nie chce (nie znosi jeździć samochodem) - kładzie się na plecach i robi się straaasznie ciężka i przelewająca przez ręce,
3. Nade wszystko lubi porządek - papugi wypuszczone z klatki, nie mogą latać po kuchni, obce psy chodzić po "jej osiedlowym parku", a jej koszyk ma zawsze stać w tym samym miejscu.
4. Nigdy też nic nie zniszczyła, nikogo nie zaatakowała i zawsze daje znać o gwałtownej potrzebie wyjścia na spacer. To niesamowite, ale nie musieliśmy jej niczego uczyć.
5. Jest tak, jakby była z nami zawsze. Zna nas na wylot i okręca wokół pazurka coraz ciaśniej. Nie można jej nie głaskać 24h na dobę.
6. Nie da oszukać. Bezbłędnie wie, kiedy się budzimy, nawet gdy jedynym na to dowodem jest otwarcie oczu. Mokry nos i język szybko wyganiają nas z pościeli.
7. Uwielbia wycieczki po lesie podczas jesiennego grzybobrania, letnie opalanie się na podwarszawskich łąkach i głęboki, puszysty śnieg zimą, w którym nurkuje jak rybka.
8. Jest piękna - podczas spacerów zawsze słyszymy komplementy, a letnie pikniki w Powsinie dla Toffi oznaczają smakołyki, podawane mimo jej wyraźnie tłuściutkiego brzuszka.
Żałujemy tylko jednego - że nie natrafiliśmy na nią wcześniej.
Dorota Krzysztoń i Piotr Szczepański



 

 

Gdy patrzę na nasze zwierzęta - a teraz mieszkają z nami spanielka Sunday i kotka Szlufka - widzę w ich oczach beztroskę, radość i figlarne zaproszenie do zabawy. One tego nie wiedzą, ale ja wiem, że podstawą tej beztroski jest ufność, jaką pokładają w tym, że jesteśmy my - ich ludzie. One wierzą, że skoro wczoraj i przedwczoraj, i tydzień temu byliśmy my, była pełna miska, głaskanie, pieszczoty i zabawa piłeczką - to tak będzie i jutro i pojutrze i zawsze. Nasze zwierzęta są nie do oddania - bo nigdy nie wolno nam zawieść ich ufności i zniszczyć ich beztroski. Nasze zwierzęta są wspaniałe - łagodne, mądre, wesołe i piękne. Wynagradzają nam z nawiązką ciężar ich ufności, jaki na siebie przyjęliśmy. Jesteśmy dzięki nim pogodniejsi, zdrowsi i weselsi. Ale nie dlatego są nie do oddania - bo gdy będą stare, siwiutkie i być może schorowane wciąż będą nie do oddania. "Stajesz się odpowiedzialny na zawsze za to, co oswoiłeś" ("Mały Książę" A. Saint-Exupery).
Olga i Wojtek Maniewscy



Axel i Arco Witam serdecznie. Już wcześniej prezentowałam moje zwierzęta nie do oddania, sznaucera olbrzyma (Axelka) oraz kota przybłądę (Arnolda). Teraz do tej wesołej ekipy doszedł nam sznaucer średni (11 letni Arco). Arco stracił swoich właścicieli gdyż oboje są obecnie w szpitalu i nie moga się nim zajmować. Długo zastanawialiśmy się czy nasz pies zaakceptuje starszego kolege, i zaryzykowalismy gdyż dla Arco to była jedna szansa na milion aby jeszcze jakis czas pożyc w godziwych warunkach. W schronisku nie miałby raczej szansy na adopcję. Początki jego pobytu u nas nie były proste, zresztą cały czas dochodzi do napięć miedzy psami. Ale z czasem jest coraz mniej punktow zapalnych i psy pozostając w domu same nie skaczą sobie do gardeł.... Obaj mają mocne, dominujace charaktery, ale jakoś musimy to godzić. W przypływie dobrego humoru Axel pozwala czasem aby Arco poleżał na jego posłanku ....
Kot Arnold cierpliwie i z pogardą przygląda się niesnaskom wśrod psich braci.
Chociaż Arco mieszka z nami tylko 10 dni, to już jest nie do oddania!

Renata




Tina





Pora przedstawić teraz jednego z moich domowych psiaków - Tinkę. To wspaniała suczka, wzięta z Palucha w 1998 roku, była to miłość od pierwszego wejrzenia. Teraz juz nie wyobrażam sobie nawet dnia bez niej. Jest kochana i niezwykle mądra oraz posłuszna. Jest wcieleniem pieskich cnót i nigdy, przenigdy nikomu bym jej nie oddała, bo rodzina jest nie do oddania, nie do sprzedania, a tylko i wylacznie do wiecznego kochania :-)




Arlen, Anaconda i Randy






Dlaczego moje sunie nie są do oddania? Ponieważ kocham je nad życie. Nie ma słów by określić tą miłość ... ja opiekuję sie nimi ... one dostarczają mi dziennie setek radości ... są moim motorem w życiu, zawsze wiedzą jak mnie pocieszyć, codziennie pracujemy nad naszą kondycją i trenujemy wszelkiego rodzaju sporty. Nie spotkałam w moim życiu ludzi, którzy mieliby choć trochę tej pozytywności jaką przejawiają na codzień moje ukochane suczki. Dlatego nigdy moje kochane psiaki nie zostaną nikomu oddane.




Czarek Ten czarny "podpalany" psi przystojniak na zdjęciu to Czarek. Mieszka z nami już 3 lata. Został znaleziony w windzie - ktoś wrzucił tam zabawkę a gdy szczeniak po nią wbiegł - zamknięto za nim drzwi. Gdy go zobaczyliśmy był przestaszony i cały "upłakany" - był naszym mikołajkowym prezentem. Jest kochany, bardzo towarzyski, uwielba się przytulać... i tylko windę omija z daleka. Nie oddalibyśmy go za nic. Jest pełnoprawnym członkiem naszaj rodziny. Pozdrawiam i życzę wszystkim takiego przyjaciela :)





Emil Nazywam sie Emil, a moja pani ma na imię Beata. Cztery dni temu moja pani przygarnęła mnie z Azylu pod Psim Aniołem. I od samego początku jestem psem nie do oddania. Bardzo kocham moją nową panią, a ona bardzo kocha mnie i na pewno nikomu by mnie nie oddała.

Ona bardzo się boi, żeby nic mi sie nie stało i żebym się nie zgubił, dlatego na razie spacerujemy tylko na smyczy. Ale ja bardzo grzecznie chodzę na smyczy, nie szarpię się i nie ciągnę mojej pani, bo jeszcze by sie przewróciła i zrobiła sobie krzywdę. Pani na szczęście umie chodzic szybko, poza tym obiecała mi, że za jakiś czas będę mógł pobiegać. Spacerujemy naprawde dużo - 3 razy dziennie po godzinie. Po takim godzinnym spacerze świetnie się śpi.

Pani karmi mnie pysznym jedzonkiem i dodatkowo daje różne smakołyki. Więc nie przeszkadzam mojej pani, kiedy ona je, bo wiem, ze zaraz potem dostanę coś pysznego.

Moja pani pracuje w domu, więc nie muszę siedzieć całymi godzinami sam. Pani stuka w takie śmieszne klawisze, a ja czasem jej przeszkadzam, bo próbuję zobaczyć, co ona robi. Pani nigdy mnie nie przegania, tylko głaszcze po głowie i mówi, zebym sie położył. A jak skończy to stukanie, to się ze mną bawi.

Mamy duże mieszkanie, a ja wszedzie za panią chodzę, bo szkoda by było, żeby taka fajna pani mi gdzieś zginęła. Nie pozwala mi tylko wchodzic tam, gdzie przygotowuje jedzenie dla mnie i dla siebie. Mówi, ze pieski nie mają wstępu do kuchni, a ja chyba zaczynam rozumieć, co to znaczy.

Czasami pani gdzies wychodzi beze mnie, ale nie na długo. Ja wtedy grzecznie leżę przy drzwiach i czekam na nią. Jak wraca, to bardzo się cieszę, skaczę na nią, liżę ją po uszach, ale muszę uważać, żeby jej nie przewrócić. Ona też się cieszy, że do mnie wraca i że ja tak ją witam.

Jestem bardzo zadowolony, że opiekunowie z Azylu znalezli mi taką fajną panią, a ona bardzo się cieszy, że znalazla mnie. Na pewno jej nikomu nie oddam, a ona nie odda mnie.

P.S. Moja pani jeszcze nie zrobiła mi zdjęcia, więc załączam moje zdjęcie z Azylu.




Nora Nora skończyła nie tak dawno 8 lat... Kiedy to minęło? Jak dziś pamiętam jak spotkałam ją na giełdzie piesków. To nie ja miałam psa kupić, to nie miał być w żadnym wypadku duży pies ... ale to ona mnie wybrała. W momencie gdy ją pogłaskałam i w podzięce szorstki psi jęzor polizał mnie po ręku, wiedziałam że nie mam wyboru. Pies wybrał mnie i już.

Jest nie do oddania bo jest miłościa mego życia. Pociesza gdy smutno, zawsze cieszy się z powrotu domowników, jest taaaka mądra - od razu reaguje a słowo kość (cwaniara, co?). A że czasem denerwuje, natretny głodomór i pieszczoch, że ma swe humory ... jakże nudny byłby świat bez wad. Ja też mam ich bez liku i WIDZĘ, że ja czasem też tego mojego psiaka do szału doprowadzam. Za to też ją kocham.