BIULETYN | BLOG | LINKI

Zwierzęta nie do oddania - 2003

Witam Was serdecznie. Nazywam się Michał i mieszkam w miejscowości Turek w województwie Wielkopolskim. Znalazłem przez przypadek waszą stronę i pomyślałem, że to co napiszę w jakiś sposób da do myślenia ludziom, którzy bezmyślnie wyrzucają swoje zwierzęta z domów. Nie posiadam na chwilę obecną zdjęć swoich psów, ale chciałem podzielić się z Wami moją radością z ich posiadania.

Mam dwie suczki. Jedna to 14 letnia Norka (pudelek-wycieraczka :-)) i She-ra, 2 letnia suczka, mieszaniec charta i psa gończego. Norka to piesek, którego dostałem od brata jako szczenię, natomiast She-ra została przeze mnie przygarnięta po tym jak została wyrzucona z jadącego samochodu. Norka odzyskała "olimpijską" formę w domu natomiast She-ra nową psia mamę. Zgadzają sie bez dwóch zdań i wypełniają nasze życie.

Dokarmiałem także bezdomnego pieska o imieniu Reksio, ale we wrześniu 2003 odszedł z tego świata, po wielu miesiącach walki o jego życie.

Szukam takich bratnich Dusz, które tak samo kochają zwierzęta jak ja.

Michał



Tina





Hej, nazywam się Tina. Mam 10 lat, więc jestem już dorosłą i znającą życie sunią. Uwielbam jeść, leniuchować i bawić się.

Jednak nie tylko się bawię. Jestem bardzo dzielnym i odpowiedzialnym psem. Dlatego na spacerach bronię moich właścicieli np. przed parkomatem albo bałwanem. W końcu nigdy nic nie wiadomo.

Oni mnie za to bardzo kochają, zresztą nie tylko za to. Kochają mnie po prostu dlatego, że jestem. I tak właśnie być powinno. Ja też ich bardzo kocham. Czuję się bezpiecznie i wiem, że nigdy mnie nie oddadzą.




Mieszkają z nami trzy psy i dwa koty. Żadne z naszych domowników nie jest do oddania. Dlaczego? Po prostu - jak można by było oddać kogoś z rodziny?
Pierwszy pies - Szanta - rottweiler z warszawskiego schroniska. Szukaliśmy psa, bo w końcu mieliśmy odpowiednie warunki, wybór padł na schronisko. A tam w kojcu stała śliczna, smutna rotka. Ludzie bali się adoptować takie psy, bo wszyscy wiemy, jaka jest o nich opinia. Zabraliśmy Szantę do domu. Jest z nami 3 lata i nie wyobrażamy sobie życia bez niej. W międzyczasie urodziło nam się dziecko, a ona przyjęła małą z wielką miłością.
Kolejny pies trafił do nas z ogłoszenia w Internecie. Dog niemiecki specjalnej troski. Sunia jest głucha. Nikt jej nie chciał, więc postanowiliśmy pomóc. Jest z nami od 6 miesięcy i świetnie sobie radzi. Co prawda ogródek jako taki przestał istnieć (uwielbia kopać) - ale cóż, i tak ją uwielbiamy.
Jako trzeci dołączył chart. To prezent od znajomych. Postanowili sprawić przyjemność naszej córce, bo uważali że wszystkie nasze psy są za duże dla małej dziewczynki.
Teraz sunie świetnie się dogadują, bawią się i pilnują wzajemnie. Dożyca i whippetka śpią razem. Rottweilerka oddzielnie, bacznie patrząc, czy nic nie zagraża jej rodzinie.
Kochamy je wszystkie i nie wyobrażamy sobie bez nich życia - to po prostu nasza rodzina. A znając siebie wiemy, że jeszcze pewnie jakiś pies dołączy do tej gromadki. Nie szukamy na siłę - życie postawi Tego psa przed nami i zostaniemy wybrani.


Perła jest ciągle jeszcze szczeniakiem. Choć jest z nami od niedawna, już wymościła sobie ciepłe gniazdko w naszych serduszkach. Bo choć nie jest aniołkiem w labradorkowej skórze, to przecież jest tą wyczekaną, wymarzoną towarzyszką, której nie można nie kochać. A skoro się kocha - to oddanie nie wchodzi w grę! Bo decyzja o tym by stała się naszym domownikiem była PRZEMYŚLANA. Dlatego nie szukajcie ogłoszenia "śliczną, mądrą, kochaną labradorkę oddam". Bo ona jest nie do oddania...
Pozdrawiam Azyl Pod Psim Aniołem dziękując za dobrą pracę.
Dobrochna, Krzyś, Perła



Dlaczego nigdy przenigdy nie oddałabym mojego psa Filipa (6 lat, rasa mix:-) przystojniak) Ostatnio ktoś zadał mi pytanie co stałoby się z moim psem gdyby moje plany życiowe zmusiły mnie do zmiany pracy domu itd. I wiem ze jakkolwiek się ułoży moje życie Filip jest nieodłączną jego cząstką życia. Wszyscy pokochaliśmy go miłością od pierwszego wejrzenia kiedy zjawił się u nas jako 8-tygodniowy szczeniak i ta miłość trwa do dziś. Mogłabym pisać o tysiącu małych niteczek które nas łączą - o tym jak mnie budzi co rano, jak mnie wita kiedy wracam z pracy, jak mnie wyprowadza na spacer i razem odkrywamy nowe miejsca i ludzi, jak zazdrosny jest o pojawienie się na horyzoncie innych psów, które też chcą żeby je pogłaskać i przytulić. Filip ma swój charakterek - jest uparty, czasem nieposłuszny, czasem rozbrykany jak szczeniak. Ale nie kocha się przecież za coś ale mimo wszystko. Obowiązki związane z trzymaniem psa są czasami męczące, ale nie przesadzajmy, a nagroda jest nieporównywalnie większa. Ci którzy nie mają zwierząt nie potrafią zrozumieć takiej więzi - mówią to tylko pies - ale to AŻ Pies.
Pozdrawiamy, Iwona i Filip



Cześć! Znalazłam przez przypadek Waszą stronkę w Internecie i pomyślałam, że napiszę do Was. Wprawdzie nie mam psa, ale mam kotka, który wabi się Rotosek :) Wiem, że nigdy bym Go nie oddała za żadne skarby świata. To niewiarygodne jak zwierzątka mogą obdarzać człowieka miłością i wdzięcznością. Kocham Go bardzo mocno. Jest w Nim to "coś" to co jest w każdym zwierzaczku. Sądzę, że zwierzęta są kochańsze, lepsze i w pewnym sensie inteligentniejsze od ludzi (są wyjątki). Chciałam się tym podzielić i kończę już mój list. Pozdrawiam...
NoLiTa.



Axel zdecydowanie nie jest do oddania. Ma dopiero niecałe dwa lata ale wydaje się że żyjemy razem od wieków. Teraz już troszkę spoważniał ale okazaą sią chyba najdroższym (w dosłownym znaczeniu) psem w okolicy gdzie mieszkamy: zniszczył doszczętnie kilkadziesiąt metrów ogrodzenia oraz przekopaą caąą działkę, przy okazji niszcząc wszystko co było na drodze ... ale jest nasz i bez niego życie traci koloryt.
Ma dość dominujący charakter ale jakoś sobie z tym radzimy i generalnie w domu rządzi .... kot przybłęda Arnold, też nie do oddania. Razem tworzą zabawny duet, ze względu na kontrast wielkości oraz charakterów. Nie wyobrażam sobie, żeby któryś z nich mógł kiedykolwiek zostać oddany. Są równoprawnymi czlonkami rodziny, i po to jesteśmy my ludzie, abyśmy pomogli naszym mniejszym braciom przeżyc godnie ich ziemski żywot.
Renata



Przedstawiam wszystkim Toffika, kundelka wziętego trzy lata temu z wrocławskiego schroniska.Toffik nie jest do oddania, tylko do...kochania. Kochamy go za to, jaki jest i mimo tego, jaki czasem bywa. A bywa nieznośnie zaczepny wobec innych psów, spacer z nim z tego powodu jest często męczący i niebezpieczny, zwłaszcza, kiedy Toffik postanowi poskromić biegającego bez smyczy rotweilera. Zdarza mu się też histeryzować, kiedy ktoś nadepnie mu na ...włosy z ogona, albo w jego mniemaniu zbyt mocno go przytuli. Na początku nie był taki niedotykalski. Poza tym nie ma wad, jest grzeczny, spokojny, może zostać sam na wiele godzin. To pierwszy z naszych psów, który nie chce wychodzić wieczorem na spacer. Początkowo nie chciał wychodzić nawet w południe, być może bał się, że już nie wróci do domu, że może oddamy go do schroniska, tak jak zrobił poprzedni właściciel. Toffik ma zabawny zwyczaj, kiedy ktoś go leżącego głaszcze, nie pozwala odejść, zatrzymuje łapką w taki sposób, że wygląda, jakby chwytał się za uszka. Wita się też śmiesznie, staje na tylnych łapkach a przednie podnosi wysoko do góry, robiąc przy tym bardzo słodką minkę. Nie bez powodu ma na imię Toffik. I jak go nie kochać?



Mój pies to pięcioletni jamniczek, a raczej jamniczka, wabi sie LADY (Lejdi), a dokładniej - nie jest mój ponieważ moi dziadkowie dostali go na rocznicę ślubu. Mieszka razem z nimi i traktuję go jak swojego. Lady to wesoąy, pieszczotliwy i rozbrykany piesek. Uwielbia się bawić swoimi zabawkami i nie tylko. Lady jest bardzo mądra, ponieważ gdy chce się jej pić lub jeść przynosi mi miskę. Umie dawać lapę, pokazywac lampę a także skakać na dwóch łapach. A jeśli chce wyjść na spacer, liże mnie po twarzy. Uwielbia, jak zresztą każdy pies, biegać po dworzu. Jej rywalami są gołębie, gdy tylko zobaczy je za oknem wskakuje na tapczan i szczeka na nie. Kocham ja za to, że jest najlepszym przyjacielem pod słońcem!!!
Szymon



Hmm... Co takiego jest w moim psie, że nigdy bym go nie oddała? Niby łatwe pytanie a dokładnej odpowiedzi nie umiem na nie udzielić. Mojego psa na pewno kocham za to, że był ze mną zawsze i nadal ze mną jest. Max jako szczeniak wyczuwał u mnie smutek i radość. Gdy byłam chora on kładł się obok mnie i ze smutnymi oczkami patrzył, chcąc pomóc i zmniejszyć cierpienie. Maxa kocham nie tylko ja. Cała moja rodzina nie pozwoliła by nikomu go zkrzywdzić.

Wiadomo, nie zawsze jest posłuszny. Lubi czasem postawić na swoim, ale robi to w bardzo łagodny i śmieszny sposób. Bawi się przy każdej okazji. Czasami boje się, że nie będe umiałam mu pomóc, gdy będzie tego chciał. Ma już 9 lat, a gdy tylko usłyszy strzelającą petardę, lub nadchodzi burza, cały się trzęsie i oczekuje od nas wsparcia. Staramy się wraz z bliskimi by nasz pupil był z nmi szczęśliwy i chyba nam się to udaje. Przynajmniej mam taką nadzieje. Za nic w świecie nie wróciła bym do momentu, kiedy to mój tata wyciągnął małego pieska spod ubrania. Razem przeszliśmy wiele i to na pewno jeszcze nie koniec. Ja Go nadzwyczajniej w świecie kocham :)
Karolia i Max



Odpowiedź na to pytanie jest bardzo prosta: Bo nie oddaje się bliskich których się kocha!

Choć jestem bardzo dużym pieskiem (cięższym od mojej właścicielki) potrzebuję ciepła, a teraz serce mam dzieki niej znów pełne zaufania i miłości do ludzi, którzy jeszcze niedawno bardzo mnie skrzywdzili. Miałem przejścia, o których staram się zapomnieć. Ale od jakiegoś czasu moje życie zmieniło się nie do poznania! - było mi bardzo źle, i byłem bardzo zły na ludzi i świat, aż pojawiła się drobna kobietka która (tak samo jak Ja) zakochała się we mnie od pierwszego wejrzenia, i w tej chwili zrozumieliśmy że musimy być razem. Ona zaoferowała dom, miskę dobrego jedzenia, ciepłe i duże (tylko moje łóżko) którym dziele się kotką Zuzą. Ja natomiast jestem Jej prywatnym ochronairzem, w domu i na spacerze. Kocham wąchać konwalie, jeździć samochodem nad wodę, pływać, śnieg też bardzo lubię - nigdy nie wiadomo co jest ukryte po białą pierzynką, uwielbiam spać - jestem troszkę leniem, ale w domu gdzie jestem bezpieczny, wiem że jestem kochany, i wszystko co złe już za mną, mogę spać spokojnie.

Ponadto kocham dzieci, wszystkie zabawki jakie tylko są w zasięgu pyska, uwielbiam być drapany i głaskany, i być w centrum zainteresowania.
Jestem szczęściarzem bo mam to wszystko!!!

Pozdrawiam wszystkich, i zapewniam nigdy nie oddam mojej właścicielki :)



Kajtusia Żadne z moich pięciu zwierząt nie jest do oddania.

KAJTUSIA. Wzięta ze schroniska gdy miała około 3 lat. Wówczas najsmutniejszy pies w azylu. Zero spontaniczności. Leżała w kącie ciemnego kojca jak czarna plama, prawie nie do zauważenia. Psia rozpacz i depresja. Jest już u mnie równo cztery lata (minie za dwa dni). W międzyczasie ukończyła świetną szkołę dla psów, doczekała się artykułu o sobie w lokalnej gazecie i przemieniła się w psa nazywanego w okolicy "smiejącym się psem". Biegająca radość i żywiołowość. Najlepiej czujemy się ze sobą. Niestety, choruje poważnie na serce, ale nadal jest pogodna i ruchliwa. Oddać? - nawet nie potrafię sobie wyobrazić czegoś podobnego.

MUFKA. Mufinka jest u mnie dopiero 5 tygodni. Też z azylu gdzie rozpaczliwie poszukiwano dla niej domu. Wiadomość o niej znalazłam w Internecie. Wyrzucona z domu przez córkę zmarłego opiekuna, 10-letnia staruszka, mała z siwym pyszczkiem. W dodatku okazało sią, że ma guz sutka. Jest już po operacji i sa szansę, że nie będzie przerzutów. Jeszcze smutna, na dystans, ale króciutki, obcięty ogonek coraz cześciej się porusza. U weterynarza wczepia się we mnie, przysysa jak rozbitek do ostatniej deski ratunku. Kajtusia jest trochę zazdrosna, ale wszystko na dobrej drodze. W każdym razie kłótni nie ma. Też na pewno nie do oddania.

Trzy koty: OKRUSZKA, MURZYNEK i MYSZKA. Dwa pierwsze są u mnie od małego, a Myszka też po przejściach, po zmarłej staruszce. Każdy z nich to osobna indywidualność. Razem - szalejący i tuptajacy koci tercet. Okruszka to arystokratka z charakteru, dostojna, chodzaca na paluszkach, nieco grymaśna, urodzona modelka świadoma swojej urody. Murzynek to warszawski cwaniak (naprawde przywieziony z Warszawy), tylko patrzy co zbroić, ale serce złote, przyjaciel Kajtusi. Myszka to grubiutka poczciwota, flegmatyczna, kochająca jeść. I znowu - oddac ??? - absurd.



Niki i Kuba

Witam! Bardzo chciałabym przedstawić swoje ukochane pieski w dziale "psy nie do oddania":

Nietoperka (lewej) i Kuba (z prawej) to moje dwa ukochane kundelki. Nie oddałabym bym ich nigdy za nic nikomu - zdecydowałam je przyjąć pod swój dach - a stąd drogi powrotnej nie ma ;-) Poza tym są wyjątkowe, choć przeciętne ;-)

Nietoperkę wzięłam kilka lat temu z przytuliska dla zwierząt w Rzeszowie - wyjazd do schroniska był wyproszonym prezentem na 18-nastkę :-) Niki miała wówczas 7 miesięcy - w ciągu tego krótkiego okresu swojego istnienia przeszła więcej niż niejeden pies w całym swoim życiu.... To psina po przejściach, zabrana z interwencji z lecznicy, gdzie w ciasnej klatce oczekiwała na śmierć - miała zostać uśpiona ze względu na agresję. Była zestresowana do granic możliwości - nie pozwalała się nikomu dotknąć, warczała na ludzi, bała się wyciągniętej dłoni. W przytulisku po raz pierwszy zaznała pieszczot - to był moment przełomowy.

Mnie czekało jescze wiele pracy - resocjalizacja i praca nad suczką była mozolna. Niki była jeszcze bardzo zestresowana - przez prawie dwa lata miała napady drgawek na tle nerwowym podczas odpoczynku - zanim zasnęła. Bała się wszystkiego. Miałam chwile zwątpienia, bo Niki potrafiła dać w kość. W przytulisku określili ją "pies-dynamit" - do dziś żywszy pies tam nie zawitał. Poza tym Niki to dominantka z dużą dozą temperamentu. Z powodu jej wiecznego niewybiegania poszliśmy na układ - mogła sobie szaleć do woli, ale na komendę w mig musiała znaleźć sie przy nodze. Ciężko było nauczyć ją czegokolwiek, bo sunia nie przyjmowała smakołyków na spacerze, ale w końcu sie dogadałyśmy :-) Mieliśmy z nią masę przygód, bardzo wiele się od niej nauczyłam.

Dziś jest to bardzo posłuszna (aczkolwiek, zawsze musi mieć swoje zdanie ;-), przesłodka psinka, nikt jak ona nie potrafi wyrażać swoich uczuć, nadal nie potrafi chodzić - wciąż biega. Nigdy nie zrobiła nikomu krzywdy (oprócz suczki sąsiada, z którą się nienawidzą).

Kubusia znalazłam kilka miesięcy temu (dokładnie w drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia) w lesie podczas spaceru z Niki. Wpatrywał się we mnie przerażonymi oczami jak w ostatnią nadzieję. I tak wróciłam do domu z dwoma psami.

Był przerażony i bardzo zaniedbany - chudy, zapchlony, śmierdział okropnie. Na początki starał się być niewidzialny. Dopiero po kilku dniach odważył się podnieść do góry ogon, po dwóch, zamachać nim, a po miesiącu zaszczekał....

Musiał kiedyś dawno temu mieć dom, ponieważ ktoś go nauczył komendy "siad" i "daj łapę". Długo był zdany na siebie, polował na myszy, zjadał ślimaki, żerował po śmietnikach... Jako pies włóczęga musiał przejść niejedno - na pewno do niego strzelano z broni palnej.

Kubuś to pies całkowicie bezproblemowy - większej ciapy ze świeczką szukać ;-) Agresji zero. Jest przesłodki, zwłaszcza, kiedy szczerzy zęby w uśmiechu ;-) Jest strasznym żarłokiem. Wyzwaniem wychowawczym w jego przypadku stało się jego zamiłowanie do włóczęgostwa.

Dziś już wie, że nie trzeba uciekać, że na spacerach z pańcią dużo fajniej i bezpieczeniej, wie już, co to jest ogród i do czego służy, ale sam boi się w nim pozostawać - z domu wyjdzie tylko w towarzystwie kogoś z rodziny. Mam nadzieję, że z czasem zorientuje się, że teren poza domem jest tak samo bezpieczny jak sam dom.

Niki to straszna zazdrośnica i potrafi być naprawdę wstrętna wobec czworonożnych gości w domu. Bałam się jak to będzie z drugim psem. Okazało się, że nie mogłam jej ofiarować lepszego prezentu gwiazdkowego ;-) Psy bawią się i kochają szczerze, choć temperamenty mają skrajnie różne ;-)

Oprócz Kuby i Niki mieszkają z nami także dwie kotki: 7-letnia Frania z charakterkiem oraz 2-letnia Murka ze schroniska - kochany kolanowiec ;-)

Cieszę sie niezmiernie, że drogi tych nieszczęśliwych psich i kocich losów skrzyżowały sie z moimi - nie wyborażam sobie, gdyby któregoś teraz zabrakło. To członkowie naszej rodziny.

Pozdrawiam serdecznie,

Kasia



Nena Cześć, oto Nena. Jest nie do oddania! Ciężko było jej stawiać pierwsze kroki w zyciu. Urodzila sie na podwórku, w norze wykopanej pod betonowymi płytami. Opiekowałam się jej mamą (jamniczka pozostawiona po budowie mojego osiedla) przez długi czas. Nie mogłam jej jednak wziąść do domu. Rodzice mi nie pozwolili.

Kiedy Nena przyszła na świat pojawiły się kłopoty. Do tej pory niezauważana przez nikogo, jamniczka stała się psem-zabawką całego osiedla. Nie wiedziałam co mam zrobić z ciekawskimi ludźmi, którzy cały czas oblegali norę i czekali tylko na okazje pobawienia sie szczeniakami. Postanowiłam zorganizować im dom - no i udalo sie. Nenę zabrałam do domu i zaczarowała wszystkich swoim wdziękiem... Została z nami! Wszyscy ją pokochaliśmy.

Nena jest niezastąpionym przyjacielem nie tylko moim ale i mojego młodszego brata. Nie wiem skąd ona bierze tyle energii ale zachowuje się jak szczeniaczek mimo iż ma prawie 10 lat. Nie potrafię się na nią złościć. Tylko czasem mój tata przychodzi do mnie i mówi, zebym zabrała do siebie tego "francuskiego pieska"... a potem wola ja z powrotem do siebie bo juz po minucie teskni za nia :-)

Pozdrawiam wszystkich.

Aga



Mika Moja psinka jest najukochanszym czworonogiem na świecie. Dlaczego bym nie mogła jej nigdy oddać? Bo tesknię za nią jak jej nie widzę choćby jeden dzien, bo ona teskni za mną. Raz musiałam zostawić ją na ok. miesiąc u rodziców. Jak wróciłam, to okazało sie, że tak strasznie tęskniła że nie chciała jeśc.

Śpi pod kolderką wtulona w moje nogi, nie pozwala krzyczeć w swojej obecności, potrafi się obrazić, cieszyć się. Jest bardzo zdolna, potrafi sama otwierac zamknięte drzwi, mimo iż jest maleńka. Parapet zamieniła na bieżnię do biegania w miejscu, czego skutkiem jest zdrapany lakier z parapetu i upstrzona szyba od jej mokrego noska. Dzięki niej pozbyłam się dywanów w mieszkaniu i odkryłam, że mam piękną drewnianą podłogę.

W lecie pracuje jako "ratownik" na basenie. Jeśli ktoś skacze z rozbiegu do wody, to ona zaraz za nim z glośnym okrzykiem "STÓJ" wpada do wody, aby go oczywiście w razie potrzeby uratować.

Nie wyobrażam sobie sytuacji. w której musiałabym ją oddać, zwłaszcza ze Mikę wzięłam ze schroniska jak była szczeniaczkiem. Jak czekałam na weterynarza - jeszcze w schronisku - to pani opiekująca się pieskami powiedziała, żebym ją przytuliła, bo potrzebuje teraz dużo ciepła. Wiec ją przytuliłam i tak się zaczęła nasza wspólna przygoda.

Od tamtej pory zawsze jesteśmy razem. Na początku nawet do toalety musialam ją zabierac ze sobą, bo strasznie piszczała. Teraz już nauczyła się czekać przed drzwiami, ale mimo iż ma już prawie 5 lat, nadal nie odstępuje mnie na krok. Nadal uwielbia sie przytulać, czasami przychodzi i wtula się w szyję - prawie jak człowiek.

K.G.



Mój pies jest nie do oddania ponieważ:
- jest najsłodszym przedłużaczem (znaczy się jamnikiem) jekiego widzial świat,
- śpi ze mną w łóżku i nie pozwala budzić nawet do szkoły,
- pociesza mnie gdy jestem smutna,
- wyje gdy leci jakaś piosenka,
- tak słodko warczy na odkurzacz,
- wyciąga mnie z domu na dłuuuuuuuuuuuuuuuuugie spacery,
- pogryzł wszystkie moje pluszaki,
- podziurawił rajstopy,
- sam częstuje się ciastkami,
- nie potrafi usnąć jeśli nie ma kogoś obok do przytulenia,
- bo jest moim kochanym czarnym jamnikiem i wabi sie Tiger,
Żałuję iż nie mogę przesłać wam zdjęcia mojego przedłużacza, ale nie mam dostępu do skanera

SERAPH



Pisałam już wcześniej o Borysie, psie nie do oddania [patrz poniżej]. Niestety, bezgraniczna miłość, jaką dażą go WSZYSCY domownicy sprawiła, że nie mogłam wziąć Borysa, gdy wyprowadzałam sie z domu rodzinnego. Rodzice wygrali "bitwę" o psiaka, a ja postanowiąam dać miłość i ciepło kolejnej schroniskowej piękności.

Niedawno zamieszkala z nami Fifi, 7-letnia suczka ze schroniska "Na Paluchu". Jest uosobieniem miłości i ciepła, ma wielkie serce i dużo wdzięczności. W domu żywe srebro, ale na spacerach prawdziwy szatan :) Jej ogromne pragnienie ruchu wywołuje uśmiech na twarzy sąsiadów, gdy oglądają jak 50 kg jej ciała ciągnie mnie gdzie chce... :) Jej hobby to wyjadanie nam ciastek, spanie na kanapie i stawanie łapkami na stole, zeby pooglądać co tam ludzie jedzą - oczywiście wszystko to w wielkiej konspiracji, bo dobrze wie, że to dla niej niedozwolone!

Jest z nami dopiero kilka dni, ale już jest nie do oddania. Najbardziej chwyta nas za serce moment, gdy po jedzeniu przychodzi do nas i machajac ogonem dziękuje za posilek przymilajac się do nas.

Fifi to dowód na to, że w schronisku są także psy, które są zrównoważone i nie potrzeba praktycznie żadnego wysiłku, by je ułożyć.

Pozdrawiamy, Ewa i Damian.



Przed szesciu laty zmarł mój pies - Myszek. Zabrakło przyjaciela. W "Gazecie Stołecznej" znalazłem ogloszenie o 3- letniej suczce, poszukującej nowego domu. Jej dotychczasowy właściciel znalazł się w szpitalu i nie mógł się nią opiekować. Początkowo Białka była bardzo bojaźliwa, pierwszego dnia zerwała się ze smyczy i uciekła. Znalazlem ją dopiero po godzinie na torach tramwajowych.

Teraz wciaż boi się jeszcze dużych psów, ale dodaje sobie odwagi głośnym ujadaniem. Jest pełna temperamentu, aż trudno uwierzyć, ze ma już dziewięć lat. Ma niestety świetny apetyt i ciągle dopomina sie o jedzenie - ale dostaje tylko swoją porcję, aby nie utyła. Marzy o wycieczce na działkę - usiłuje wsiadać do każdego otwartego samochodu. Panicznie boi sie weterynarza - coroczne szczepienie staje sie małym horrorem.

Dziwię sie tym, którzy kupują psy z rodowodami, którzy przechwalają się medalami. Żaden medal nie zastąpi wiernego psiego serca.

jR



Mado ma około 2 lat a już w swoim życiu przeszedł bardzo wiele. Przez ponad rok był w schronisku na Paluchu, gdzie sie nim opiekowałam.

Mado jest niewidomy od urodzenia, ma dość specyficzny charakter, lecz jak dla mnie - cudowny i kochany.
W październiku 2002 roku, po wielu próbach, wreszcie udało mi się znaleźć dla niego urocze kobiety, które go pokochały i zaadoptowaly. Muszę też zaznaczyć, ze Mado nie lubił dzieci i mężczyzn, dlatego te kobiety okazały się być dla niego wręcz aniołami.

Dziekuję codziennie Bogu, ze Mado ma już swój dom. Teraz, pomimo że jestem wolontariuszką w schronisku na Paluchu, także bardzo chciałabym przyjeżdzać do Państwa - do Falenicy i spróbować zaopiekowac się tym niewidomym pieskiem, jest on bowiem niesamowicie podobny pod każdym względem do Mado, którego, bardzo, bardzo kocham i przesyłam jego zdjecia.

Dziekuję i pozdrawiam, Ola.



Jak to dlaczego? Bo to BORYS i koniec.

A dla tych którzy go nie znają mogę tylko wyjaśnić, że to najweselszy pies na świecie, który wkładając rano głowę pod kołdrę swą milutką czuprynką budzi mnie co rano i to jest najmilsze budzenie na świecie.

Bez trudu wstaję 20 minut wcześniej, żeby poświęcić mu ten czas przed wyjściem do pracy, a wstawanie naprawdę nie jest moją mocną stroną. Po prostu wszyscy go kochamy.

Niezmordowany miłośnik zabaw, który kradnie nam nawet nieopróżnione jeszcze butelki z sokami, by mieć się czym bawić. Jego oddanie przekracza wszelkie granice. Uwielbia rozwalić się na pół kuchni w przejściu i dziwi się, że w ogóle ktokolwiek próbuje przeciąnąć go na bok...

Po prostu BORYS...




Poker jest ze schroniska. Nie wiemy, jaką miał przeszłość. Bał się wszystkiego, co brałam do ręki. Po adopcji, pierwsze co zrobił, to kupę w sypialni. Był chory, miał nosówkę. Weterynarze chcieli go uśpic. Dzięki naszej determinacji żyje i ma się dobrze.

Nigdy bym go nie oddała, bo to przyjaciel na dobre i złe. Dostał od nas dom, wyksztalcenie (zdany egzamin PT i dalsza edukacja IPO) i nasze serce. Potrafi sie odwdzięczyć. To już nie pies a jeszcze nie człowiek. Jest ideałem wśród psów -- zdolny, kochający i posłuszny. Ciekawe, ile musiał przejść w swoim życiu przed adopcją. Jeszcze jedno -- kocha nasza kotkę -- a jego kochają wszyscy inni: moi rodzice, znajomi, sąsiedzi i ogólnie wszyscy, którzy go spotkają na swojej drodze -- bo szelma ma coś takiego w oczach, że hej....



Dzien dobry! Na imie mam Bravo. Moje pochodzenie nie jest znane. Majac okolo 5-6 tygodni trafilem do łódzkiego schroniska dla zwierząt i mimo tak szczenięcego wieku była to dla mnie prawdziwa katastrofa. Jednak... szczęście sie do mnie natychmiast usmiechnęło! W schronisku byłem zaledwie parę godzin (ktoś oddał mnie tam wcześnie rano) a już przed południem pojawili sie tam ludzie, którzy zdecydowali się mnie zaadoptowac. Hurra! Szybko zostało wszystko załatwione i nawet jazda samochodem nie była dla mnie problemem. Najpierw zawieźli mnie do weterynarza i dostałem jakiś zastrzyk dla maluchów, zostałem zważony i dokładnie zbadany, poczym pojechałem w nowe miejsce. A tam... czekał już na mnie jakiś dorosły pies! Okazało się, że to 3-letnia suczka, która przyjęła mnie dość sympatycznie (do momentu w którym zacząłem sobie za dużo pozwalać). Za paręnaście dni okazało się, że to nie jest nasze stałe miejsce tylko takie "urlopowe" i dopiero pod koniec października 2001 trafilem do domu, gdzie jestem do dzisiaj. Moje urodziny oszacowano na 01.09.01, więc nie tak dawno skończyłem roczek :-)

Jestem bardzo szczęśliwym czworonogiem. Kocham moją towarzyszkę jak i moich "dwunożnych" opiekunów. Oni są dla mnie dobrzy, dbaja o mnie, kochają mnie (czasem aż zbyt bardzo mnie rozpieszczają!) i najmniej 2 razy w roku jedziemy wszyscy na wspaniały urlop. Nie... nie wyobrażam sobie tego, by moi ludzie mogli mnie kiedykolwiek i komukolwiec oddać! Poza tym ... ja jestem sprytnym psem i doskonale wiem, jak mam sobie owinąć człowieka dookoła łapy -- a w takiej sytuacji mam prawie wszystko "pod kontrolą".

Z całego psiego serca, życzę wszystkim samotnym psiakom takiego szczęścia, jakie potrafiło mnie spotkać. Wuff! Wasz Bravo z rodziną.



Witam! Pytanie brzmiało: co jest takiego w Twoim psie, że byś go nigdy nie oddała. Moja odpowiedź jest następująca:

Mikuś trafił do nas jako 4-letni pies. Wiele w swoim życiu przeszedł i następnej rozłąki by nie przeżył, zresztą tak jak ja i moja rodzina. A co ma w sobie? Po prostu jest uparty, co czasem jest denerwujące, jest zazdrośnikiem, żarłoczkiem, śpiochem, przytulanką i maskotką domu. Jego hobby, to być w centrum uwagi. Czasem dostaje napadu zabawy, a w szczególności około godziny 22., a o 23. już śpi. Jego dużym minusem jest to, że nienawidzi dużych czarnych psów, jedynie rotweilery toleruje, ale też nie każde. A dlaczego? W jego poprzednim domku znalazł się wilczur czarny, a że Mikuś jest psem dominującym, chciał sobie go podporządkować. Ale nie udało mu się, jest zbyt mały, a tamten pies też miał charakter dominującego psa.

Mówiąc tak prosto z mostu, to on sam się do naszej rodzinki wepchał. Jedynie ja i mój brat go zaakceptowaliśmy. Rodzice nie, ale teraz to jest maskotka mamy, a tata jak wraca z pracy, zamiast się z nami przywitać, to pyta gdzie piesek. Kocham go z wadami i zaletami jakie posiada, i za to co ma w sobie nigdy bym go nie oddała!
Ania



Dlaczego kocham swojego psa? Bo jest najwspanialszym przyjacielem na świecie. Nazywa się Ruda (vel Sunia), ma ok. 6 lat i jest z nami od października 2001, kiedy to została przez nas zaadoptowana ze schroniska na Paluchu - wychudzona, z wylenialym futrem i oczami nie śmiejącymi błagać o czułość. Niestety, nie wiemy co przydarzyło jej się w przeszłości, jak bardzo źle została potraktowana.

Jest najcudowniejszym psem, za ogromną miłość odpłaca równie ogromną miłością, wiernością i posłuszeństwem. Gdzie tylko się da, zabieramy ją ze soba, uwielbia jeździć autobusem na naszych kolanach, śpi z nami w łóżku z pyszczkiem na poduszce i nie ma miejsca, gdzie nie miałaby wstępu. Dla poprawienia jej kondycji psychicznej zawitała do nas druga sunia - malutka Cleo. Teraz są we dwie, co znacznie lepiej wpływa na obie panny. Są szczęśliwe, że mają siebie, a nas cieszy fakt, ze udało nam się uratować jedno psie życie, które nie przetrwałoby zimy w schroniskowym boksie.

Nigdy, przenigdy nie oddamy żadnej z nich, są częścią naszej rodziny.
Kasia




Mój ukochany pies wabi się Misiu i jest przybłędą, którego znalazłam na dworcu kolejowym.

Misiu przykuł moją uwagę swoimi cierpiącymi, lecz mądrymi oczami. Dokarmiałam go codziennie rano w drodze do pracy. Zbliżała się zima, więc postanowiłam załatwić mu schronisko. Jakże trudno było mi się z nim rozstać, ponieważ powstała między nami więź przyjaźni. Kiedy po 3 dniach zadzwoniłam do schroniska, opiekun / bardzo miły człowiek / powiedział mi, ze pies jest bardzo załamany psychicznie. Potrafił siedzieć całymi dniami na wybiegu i patrzeć w jeden punkt. Nie wytrzymałam i pojechałam go odwiedzić, przecież mój przyjaciel cierpiał!.

Ze schroniska już wracaliśmy razem i bardzo się bałam, co dalej będzie? Jak zaakceptuje go mama no i mój ukochany władca mieszkania /również przybłęda/ kot Albiś.

Kiedy przedstawiłam naszego nowego członka rodziny ........... łzy nam popłynęły. Cóż zawiniło to biedactwo na tak okrutne ludzkie traktowanie i porzucenie? Popękany nos, wyłamany kieł, szrama / po przywiązaniu/ na łapie i zniszczona sierść jak i bielmo na oku, /na które niestety nie widzi, chociaż próbowaliśmy leczyć je przez rok czasu/, oraz ogromny uraz psychiczny. Misiu bał się wszystkiego: ręki, piłki, kija....... zwijał się w kłębuszek, robił ogromne oczy i cały się trząsł. Niestety mój kot również mu dokuczał. Misiu przez 3 dni tylko spał, nawet nie chciał jeść, a dopiero po miesiącu czasu usłyszałam jego ciche szczeknięcie.

Misiu Misiu jest już z nami 1,5 roku. Jest cudowny, piękny i bardzo mądry. Odzyskał pewność siebie, bo wie, że wszyscy go uwielbiamy i kochamy i tak pozostanie. Nawet Albis go bardzo polubił, bo zyskał świetnego kompana do zabawy i wspólnych sjest popołudniowych.

Mój pies ma bzika na punkcie piłeczki, z którą śpi, chodzi na spacery i zawsze jego maskotka musi być przy miseczce jak sobie zajada.

Misiu zyskał nowe życie a ja wspaniałego kompana i przyjaciela, który:

  • dba o moje zdrowie fizyczne / wspólne, długie spacery/,
  • potrafi rozśmieszyć mnie w chwilach smutku,
  • zaskakuje mnie codziennie,
  • uwielbiamy wspólne podróże samochodem /łącznie z zagranicę/,
  • dzięki niemu i specjalistycznym książkom poszerzyłam moje zainteresowanie psychiką tych cudownych zwierząt,

Jest kochany i lubiany w naszej rodzinie i wśród znajomych, bo zawsze gdzie się pojawi przynosi uśmiech na twarzy, a przecież śmiech to zdrowie!.

Mam nadzieję, iż wiele psów ze schroniska znajdzie swoich przyszłych opiekunów. A przyszłym opiekunom życzę odrobinę cierpliwości w poznaniu psychiki tych zwierząt i radości posiadania psa. Właśnie Misiu siedzi przy mnie z piłeczką, prosi mnie o spacer.

Pozdrawiamy wszystkich z Belgii



Nigdy w życiu nie oddałabym mojej Kory. Jest cudowna. Nie, to mało powiedziane -- jest przecudowna. Kocham ją jak własne dziecko (chociaż dzieci jeszcze nie mam). Jest oczkiem w głowie całej rodziny -- wszyscy ją rozpieszczają jak tylko mogą.

Wzięliśmy ją ze schroniska w Koninie cztery lata temu. Była brzydka -- tak, wcale nie chcę tego ukrywać. Sierść wychodziła jej całymi garściami (dosłownie), żebra prawie przebijały cieniutką skórę, jaką były powleczone. Wystarczyło jednak jedno spojrzenie, aby zrozumieć, że tyle milości ile ma w sobie ten psiak, żaden szczeniak nie potrafiłby podarować. Pełna strachu, po sześciu latach życiowej tułaczki, odnalazla wreszcie spokój.

Jest najkochańszą istotą na świecie. Uwielbia się pieścić, przytulać, przesiadywać na moich kolanach (chociaż 25 kg żywej wagi to nie byle co), jeździc z nami samochodem (nawet po zakupy do centrum zabieramy ją ze sobą), śpi ze mną w łóżku, cały dzień robi co tylko chce (leży na wszystkich możliwych kanapach i fotelach, wychodzi do ogrodu, kiedy ma na to ochotę i wraca, kiedy chce).

Po pół roku pobytu u nas zaczęła szczekać, teraz, po czterech latach, już się nie kuli, gdy ktoś podniesie do góry rękę (a wrecz przeciwnie -- patrzy na niego z niekłamanym zdziwieniem i zaciekawieniem), po mniej więcej roku zupełnie przestała sie trząść podczas snu (teraz, to nawet chrapie i merda ogonem jednocześnie). Jest po prostu wspaniała.

A za co ją kocham? Za to, że jest!

Ania.



Kocham bardzo mojego psa, zreszta jak cała moja rodzina. Mamy go juz 9 lat i choć jest strasznie nie usuchany to i tak obdarzamy go wielkim ciepłem i dobrze go karmimy. Za nic w świecie bym go nie oddała, jest jak dziecko.
Nie oddała bym go bo:
  • kocham go bardzo strasznie, nie tylko ja :)
  • moja rodzina go uwielbia
  • słodziutko śpi
  • zachowuje sie jak człowiek, uwielbia jeść z talerzy i spać na łóżku :)
  • pilnuje mnie i całej mojej rodziny wraz z domem
  • jest wesoły i wnosi radość w moje życie
  • jest moim najlepszym przyjacielem
  • uwielbiam się z nim bawic
  • jest piękny (choc czasem nie usuchany :)
Jest setki powodów, których w stanie nie jestem napisac. Kocham go i choć ma 9 lat trzyma sie calkiem nieźle, sami zobaczcie - to aktualna fotka :)

Magda



Etna Edera Oregon (Etnusia) - dog niemiecki arlekin - jak sami widzicie kompletnie nie do oddania.
Powody:
  • po prostu -- jest nasza a my jej
  • wielkie serce w wielkim ciele
  • urodziła się z powołaniem bycia maskotką i jest o tym głęboko przekonana -- stąd ulubione zajęcie siadanie na kolanach, przy wadze ok. 70 kg
  • oczy, które stopią wszystkie góry świata
  • przyjaciółka dzieci -- takie małe i tak łatwo je polizać
  • uwielbia pływać, trochę gorzej gdy chcemy się przyłączyć -- wtedy przystępuje do czynności ratownicych i wyciąga za głowę na brzeg
  • tworzy spółkę szatańską z trzema kotami -- Rufciem, Osiulą i Oliwierkiem -- też nie do oddania.

Dagmara Boltrukiewicz



Kocham mojego psa. Cała nasza rodzina go (ją) kocha. Nie wyobrażamy sobie życia bez niej. Jest mieszańcem boxera, kupionym od "hodowcy" z giełdy w warszawskich Łazienkach. Trafiła do nas zarobaczona i chora na nosówkę i parvo. Cudem i surowicą bez atestu udało nam się ją uratować. Na szczęście poza wrażliwym żołądkiem i brakiem odpowiedniego wzrostu, po chorobie nie został żaden ślad. Rok temu zdecydowaliśmy się ją wysterylizować. Samba ma dziś 3 lata i ...
  • podróżuje samochodem
  • jest "starym psim spryciarzem"
  • ma kumpla Brysia
  • lubi jamniki
  • mieszka w domu z kotem
  • nosi apaszki
  • uwielbia zapasy z panem
  • ... i aportowanie drewnianych bali :o) (małe patyki nie są warte uwagi)
  • ... i prace wykopaliskowe oraz melioracyjne
  • ... i nurkowanie
  • uśmiecha się
Ale najwspanialsza jest mina pt.: Ciężki jest psi żywot, nikt mnie nie kocha, nie jadłam od 5 dni, weź mnie ze soba, chcesz? Podam ci łapę, ... ale daj pieskowi ciasteczko! No, już :o))

PS: Mamy nadzieje, ze Państwa fundacja nie będzie zarządzała powierzanymi jej pieniędzmi w taki sposob, jak to robili (i pewnie bedą nadal robić) kolejni dyrektorzy schroniska Na Paluchu.

Kamilla